Jak wilk z tygrysem niedźwiedzia zjedli

Jest to przypowieść opowiedziana przez starego Kofu na forum kugarskim.


Mędrzec, zmęczywszy się trudem pieszej wędrówki w centrum Kugarii, przysiadł na kamieniu, tuż przy ścieżce dla pasterzy. Szedł tamtędy także chłopiec goniący kilka kóz do jurty swojego wujka, który miał je zabić, aby rodzina miała co jeść pod koniec tej długiej zimy. Zaciekawił się staruszkiem, i podbiegł do niego.
– Co tutaj robisz? Potrzebujesz jakiejś pomocy? – dopytywał mnie. Odrzekłem:
– Tylko odpoczywam, zaraz idę w dalszą drogę.
Nie usatysfakcjonowała go ta odpowiedź, bo zaczął dalej ujadać jak mały piesek.
– Co tutaj robisz? Nie odpowiedziałeś mi.
Zdenerwowałem się lekko, że ten młodzieniec nie jest za dobrze wychowany. Ale w sumie… przypominał mi o tym, jaka jest współczesna kugarska młodzież. Mimo, że mnie zaczynał lekko irytować, powiedziałem:
– Przyszedłem tu mówić coś, czego nikt słuchać nie chce.
Zdziwiła go ta odpowiedź. Chyba nic nie rozumiał. Mimo, że mnie irytował, postanowiłem udzielić mu większej lekcji, aby nie tylko te kozy zajmowały go w podróży.
– Podejdź tu, opowiem Ci bajkę o tym, jak wilk z tygrysem niedźwiedzia zjedli. Chcesz? – zapytałem. Chłopczyk się rozpromienił i uśmiechnął. Widocznie lubił bajki. Stanął przede mną i czekał na opowieść. Zacząłem więc:
– Na Wielkim Stepie żyły sobie różne zwierzęta. Ich królestwo było usystematyzowane. Każde zwierzę wiedziało, jakie jest jego miejsce w hierarchii. Gołąb latał pod niebem, a siadał na ziemi lub drzewach tylko wtedy, gdy nie było tam innego, większego zwierzęcia, które mogło go zjeść. Tak było pośród wszystkich zwierząt – każdy wiedział, gdzie jest jego miejsce, a większemu i silniejszemu nie narażał się. Największym zwierzęciem na stepie był niedźwiedź. On nie musiał nikomu ustępować i brał, co chciał. Z racji swoich rozmiarów oraz siły, nie polował jednak na inne zwierzęta, chyba, że na takie, które były wolniejsze od niego samego lub dawały się zaskoczyć. Zimy zaś przesypiał, ale lepiej było nie budzić go wtedy, bo mógłby nachodzącego go nierostropka rozszarpać na strzępy. Panowanie niedźwiedzia nie podobało się dwóm innym silnym zwierzętom: wilkowi i tygrysowi. Oba były zwinne, szybkie i silne. Miały swoje atuty i wady. Miały swoje taktyki walki i dominowania innych zwierząt w okolicy. Nie mogły sobie jednak poradzić z panowaniem niedźwiedzia, któremu trzeba było ustępować tylko dlatego, że istniał. Kontakt z nim oczywiście groził śmiercią, ale niedźwiedź sam nie był zdolny do ataku na wilka czy tygrysa. Oba te zwierzęcia były od niego szybsze. Pewnego razu sfrustrowany wilk natknął się przypadkiem na tygrysa. Już mieli zacząć ze sobą walczyć, ale dostrzegli, że skończyłoby się to dla obu z nich tragicznie, a przez to później dopadłby ich znienawidzony przez nich obu niedźwiedź. Zaczęli więc psioczyć na niedźwiedzia, że nikt go nie pokona, ale sam nie pokazuje za bardzo swojej władzy, mimo, że ją ma. Gdy więc tak sobie narzekali na swą niedolę, tygrysowi wpadł do głowy pomysł. Pomysł szalony, ale warty realizacji. Powiedział on wówczas do wilka, że każdy z nich jest słabszy od niedźwiedzia, na co wilk mu przytaknął. Dodał zaraz, że w pojedynkę są od niego słabsi, zaś razem – silniejsi, i mogliby spróbować go pokonać. Wilk dostrzegł w tym geniusz tygrysa. Postanowili więc wspólnie wydać niedźwiedziowi pojedynek. Udali się do niego i prowokowali go przez pół dnia, nim ten się faktycznie zdenerwował i wyszedł naprzeciw ich, grożąc, by odeszli, bo inaczej zabije ich obu. Tygrys z wilkiem nie ustępowali jednak, atakując niedźwiedzia z dwóch stron. Rozwścieczony kolos wpadł w szał i odpierał ich ataki, ale słabo radził sobie z walką na dwa fronty. Gdy atakował go tygrys, ten odsuwał od siebie wilka, a gdy robił to z tygrysem, wtedy kąsał go wilk. Walka taka męczyć zaczęła niedźwiedzia, który zdał sobie sprawę z swojego fatalnego położenia, ale nie miał już możliwości, ani zdolności, by z pojedynku się wycofać. Zmęczony i poraniony upadł w końcu, a jego przeciwnicy doskoczyli do niego, zabijając bezlitośnie swojego władcę. W miejscu, w którym zarżnęli niedźwiedzia powstała granica oddzielająca ich dwa królestwa. W jednym rządził wilk, a w drugim tygrys.
Skończywszy opowieść widziałem, że chłopiec był podekscytowany. Zapytał mnie zaraz:
– Jak odbierać Twoją historię starcze?
Rzekłem na to:
– Gdy jesteś wielki, a nie umiesz tego okazać, musisz uważać, by ktoś Ci tej wielkości nie odebrał.
Chłopiec zadumał się. Jego kozy były już 100 metrów dalej, dlatego skinąłem mu na nie, że mu uciekają, i dodałem:
– Na nas obu już pora.
Ten podziękował za opowieść i pognał za swoimi kozami, a ja wstając powoli z kamienia, ruszyłem w dalszą drogę.

Pokonanie wojsk Kubiszeka

Po odwrocie spod Nanfang, uzupełnieniu sił przez tumen z Egshibaigun i tumen piechoty z Tuyuhun, wyleczeniu rannych, udało się na powrót zgromadzić siły liczące ok. 30 tysięcy żołnierzy koalicji Paktu Syeryeskiego, które przystąpiły do ostatecznego natarcia na stolicę Gaoyuan. Atutem sił koalicyjnych była tuyuhuńska artyleria, którą tworzył jeden mingan żołnierzy wyposażonych w katapulty i trebusze, posiadające o wiele większy zasięg ognia niż zasięg oddziałów łuczniczych – pozwalałoby to zarówno na bezpieczne ostrzeliwywanie miasta, jak również wrogich wojsk. Kubiszek jednak nie dawał za wygraną. Pozostała część artykułu w Pogoni >>>

Wstrzymane natarcie pod Nanfang

Siły Güjük Chana, mimo lekkiego osłabienia bojem pod Tienshi, kierowały się dalej na wschód, w kierunku miasta Nanfang, które stanowiło stolicę kraju Gaoyuan. W jego kierunku udały się także wycofujące się spod Tienshi siły Kubiszeka, który nie zbierał się jednak do kapitulacji. Zwiad chański donosił o dalszej koncentracji wojsk pod Nanfangiem. Zbierało się tam wojsko w liczbie dalszych 10 tysięcy żołnierzy lekkiej jazdy oraz 10 tysięcy piechoty. W Nanfang również stacjonowały wojska o bliżej niezidentyfikowanym składzie i liczbie, gdyż nie udało się jeszcze żadnemu szpiegowi Chana wkraść do tego miasta. Pozostała część artykułu w Pogoni >>>

Altani stała się bogiem

Altani (涼亭) z rodu Orumi przyszła na świat 14 lutego 2016 roku w Hedei w Lusan. Została zgładzona przez Amala Toghona 4 marca 2018 roku w Ałakan-Pedi, po tym, jak Yong Pyok z dynastii Temunranów wydał na nią skazujący wyrok za zdradę państwa. Tak brzmi wersja oficjalna. Z faktami z jej życia nie można polemizować, ale jest też cała masa rozlicznych faktów celowo przemilczanych przez panujących w Kugarii. Warto te fakty przypomnieć. Czytaj dalej w Pogoni >>>

Ciężka bitwa pod Tienshi

Kilkudniowy pobyt w Egshibaigun pozwolił zebrać niezbędne informacje do dalszej wyprawy. Zwiadowcy Ordy Rezerwowej ruszyli na terytoria wschodnie i południowo-wschodnie. Chan nie chciał zwlekać. Chciał jak najszybciej zabezpieczyć pogranicze południowe i przygotować się do ewentualnego marszu na południe, by jego panowanie na tych obszarach rozprzestrzeniało się. Czytaj dalej w Pogoni >>

Obiekty, które mówią wszystko o Nordacie

Kilka dni temu do portu w Czoczen przybił statek. Na pokładzie statku znajdował się specjalny transport, który miał zostać dostarczony do Wielkiej Jurty, a jego strażnikom przykazano, by nie zatrzymywali się nawet by napoić konie. Trzeba było jechać bez względu na wszystko, gdyż to był transport prawdziwie specjalny! Wyjątkowy! Jedyny w swoim rodzaju! Po prostu taki, który nie mógł czekać i wlec się po stepach, kiedy chan musiał go po prostu jak najszybciej zobaczyć!

Czytaj cały artykuł Chapara w Pogoni >>>

Wyprawa do ujścia Alaju

Güjük Chan po zmobilizowaniu Ordy Rezerwowej i Tumenu Gwardii Chańskiej wyruszył z Lusan do Xiasong w Anshan, gdzie zaopatrzywszy się w żywność i zapasowe konie, ruszył w dół rzeki Alaj do nadgranicznego miasta Yole Bator, z którego miał poprowadzić wyprawę wojenną na kraj Mekarigutyrijczyków znajdujący się u ujścia tej rzeki do jednego z południowych mórz nordackich. Wyprawa miała więc znamiona posunięcia o strategicznym znaczeniu dla kraju, bowiem w ten sposób miano pozyskać zapasowy dostęp do wszechoceanu.

20 tysięcy kugarskich żołnierzy przekroczyło granicę w godzinach rannych dnia 8 marca 2018 roku, po czym spokojnym marszem kierowały się one wzdłuż rzeki, nad którą widać już było pierwsze zwiastuny wiosny – dodatnie temperatury i oślepiające słońce topiły śniegi w tym regionie, odsłaniając step. Podążając na południe nokudzi Güjüka napotykali nawet pierwszych pasterzy, którzy wypędzali nieliczne stada na step, zawczasu zmierzając na pastwiska w dolinie Alaju. Gdy żołnierze wstrzymywali ich pochód, aby armia Chana mogła przejść swobodnie jako pierwsza – wtedy wiwatowali widząc kugarskiego monarchę, pozdrawiając go z oddali. Żołnierze dopytywali ich w międzyczasie, czy czeka ich tutaj walka, na co wieśniacy odpowiadali, że namiestnik ma co prawda siły zbrojne, jednak nie jest wrogo nastawiony wobec Chanatu, stąd walk nie należy się spodziewać. Taką też wiadomość przekazano chanowi. Uspokoił on jednak swych żołnierzy, by byli gotowi na wszystko, nie napawając się przedwcześnie entuzjazmem. Upomniał ich, że cnoty Kugarów wyrabiają się w walce, dlatego należy ciągle wojować, aby je w sobie pielęgnować. Nie mówiąc już o pozostawaniu w ciągłej gotowości do obrony ojczyzny.

Kolumny wojsk chańskich po półdniowym marszu podeszły pod duże portowe i ufortyfikowane miasto Laitong, położone na lewym brzegu Alaju, u jego ujścia do morza. Zdziwiono się jednak mocno, gdyż Chan po swej prawej ręce widział tereny nadmorskie Królestwa Tuyuhun, ale z lewej ręki nie spodziewał się zobaczyć lądu. Uważał, że Alaj w tym miejscu uchodzi do pełnego morza, a tym czasem zdawał się wpadać do zatoki. Chan nazwał więc kraj, do którego przybył, Egshibaigun, co się tłumaczy jako Nie ma ujścia do pełnego morza.

Gdy wojska rozpościerały się jak do oblężenia, wówczas z Laitongu przybyła misja namiestnika Kadu, która po uzyskaniu dostępu do Chana Güjüka, zaprosiła go do miasta. Naturalnie – chan z tego zaproszenia skorzystał. Wprowadził więc do stolicy kraju Egshibaigun kilka minganów swej doborowej gwardii, zaś resztę wojsk, a w szczególności Ordę Rezerwową pozostawił przy murach, w gotowości do wejścia do miasta, jak również do odparcia na nie ewentualnego ataku. Tego nie spodziewano się jednak, choć odkrycia nowych ziem nie pozostawiały złudzeń – trzeba być gotowym na wszystko.

W mieście Güjük został serdecznie przyjęty przez Kadu, który oddał Chanowi Kugarskiemu panowanie nad krajem, a Chan ogłosił się Panem Egshibaigun. Po uroczystym objęciu władzy w kraju Chan oddał się rozmowie z Kadu, a zgromadzeni dostojnicy i żołnierze poczęli świętować kolejny tryumf Chanatu Kugarskiego. Kadu opowiadał zaś Chanowi, że podania znane w Ałakan-Pedi o morzu na południu są nieprawdziwe, bo morze jest znacznie dalej. Handlarze nazywają je Dalain Enkitain, czyli Morzem Spokoju. Wiatry są tam łagodne, co umożliwia ożywiony handel. Chana znacznie bardziej ciekawiły jednak tereny lądowe położone nad tym morzem, a nie ono samo. Kadu opowiadał więc dalej: wschodnie wybrzeże zatoki Alaju jest kamieniste i górzyste. Nie ma tam żadnej drogi utwardzanej, a jedynie małe ścieżki, z których korzystają tylko piesi wędrowcy i z rzadka pasterze czy myśliwi. Aby jechać na południe trzeba wybrać się najpierw na wschód i ominąć góry nadmorskie. Za nimi rozpościerają się płaskowyże i niskie góry, przez które można swobodnie poruszać całe armie. Tam kończą się także rdzenne ziemie Mekarigutyrijczyków, a zaczyna ziemia, którą miejscowi nazywają Kharankhuigazarban, tj. Ziemie Mroku i Mgieł.

Autor: Güjük

Güjük Chan: Kugaria nikogo nie zaatakuje

Nie milkną echa brodryjsko-winkulijskiego ultimatum, które w imieniu tych państw wystosował przed dwoma dniami Jan Lubomirski. Przypomnijmy na wstępie, że Car Brodrii Iwan Iwanowicz I Pietrow oraz Naczelnik Państwa Szymon Uchastok domagają się od Chanatu Kugarskiego zrezygnowania z roszczeń do terytoriów uznawanych od lat za sporne z sukcesorami Uhrainy, a od powstania Winkulii także wschodnich rubieży Chanatu. Ponadto władcy tych państw oczekują, że Chanat Kugarski zrezygnuje z swojej teorii o Wielkiej Kugarii, czyli koncepcji kreowanej w kręgach władzy o Kugarii większej niż Chanat, którą ten chce włączyć w swoje granice.

W społeczeństwach Kugarii i Brodrii przez dwa ostatnie dni narastała gorączka wojenna, podgrzewana przez inne ośrodki polityczne na Nordacie. Chodzi o Bialenię, w której pojawiły się głosy, że warto poprzeć Brodrię i Winkulię dla… zwiększenia aktywności. Groźba wojny zmobilizowała także Aleksandrę Dostojewską-Swarzewską, która ugięła swoje kolana przed Iwanem Pietrowem i zadeklarowała wsparcie Brodrii w wojnie, prowadząc od początku typową dla jej stylu komunikacji agitację.

Chanat Kugarski dostał czas dwóch dni na złożenie odpowiedzi na ultimatum. 1 marca Darug Chanatu Kugarskiego wystosował oświadczenie, w którym zakomunikował, że Chanat Kugarski nie będzie odpowiadał na tekst z żądaniami z powodu stylu wniesienia tego dokumentu oraz jego treści. Był to bezpośredni skutek aroganckiego zachowania brodryjsko-winkulijskiego posła, który nie zachowywał się zgodnie z powszechnie obowiązującymi zasadami obycia w stosunkach dyplomatycznych. W oświadczeniu zostało również powiedziane, że Güjük Chan wygłosi na tę okoliczność specjalne orędzie. Pojawiło się ono dzisiaj w Wielkiej Jurcie.

W pierwszej części swojego wystąpienia Chan Kugarski podkreśla, że wojna Kugarii została już dawno wydana, a obecny najazd propagandowy jest tego tylko najnowszą odsłoną. Władca Kugarów prowadzi również rozważania nad tym, jakie pobudki rządzą podżegaczami wojennymi, którzy mieszkają nie tylko w Brodrii, ale również w Bialenii, jednoznacznie oceniając tę nagonkę jako aktywność bezowocną i jałową. Z ust Chana pada również obietnica – Chanat Kugarski nie będzie przyglądać się biernie tym atakom, dlatego zmobilizuje Ludy Stepu do większej i wytężonej walki w mikronacyjnych przestrzeniach komunikacji, aby przekaz kugarski docierał dalej niż przekaz wrogów Chanatu.

Kolejnym problemem poruszanym przez Güjüka jest temat wojennych przygotowań przeciwników Chanatu Kugarskiego, a w zasadzie tylko Carstwa Brodryjskiego. Chan stwierdza, że broń wrogów Chanatu zostanie wytrącona z ich rąk, by nie mogli podjąć walki. Władca trzech kugarskich narodów podkreśla również bardzo wyraźnie, że Chanat Kugarski nie podejmie żadnych działań zbrojnych przeciw jakiemukolwiek państwu v-świata. Dodaje zaraz, że Pakt Syeryeski bronić się będzie tylko przed atakami z zewnątrz, dążąc do rozwoju koncepcji „Wielkiej Kugarii” w sensie mentalnym i intelektualnym. W wystąpieniu monarchy padają obietnice budowy lepszej Kugarii oraz rozwoju całego kontynentu.

Wystąpienie naszego przywódcy kończy się zapowiedzią respektowania praw wszystkich narodów nordackich do życia na kontynencie i samostanowienia, a także stwierdzeniem, że Chanat Kugarski nie będzie nikogo pozbawiać jego praw w sposób siłowy.