Liga Samoobrony Północy w budowie swojego chanatu

Przedłużający się stan pustki i niewiedzy, którego nie są w mocy na razie zażegnać bogowie Nieba, od których nie mamy jasnej informacji, czy serwis Chanatu Kugarskiego powróci w najbliższym czasie oraz pod jakim adresem, Liga Samoobrony Północy pod przewodnictwem Regenta Aryka Gokiego oraz Kanclerza Sibaguchu rozpoczęła prace nad stworzeniem serwisu internetowego dla chanatu, który nasza organizacja ma prawo utworzyć z części ziem, które mają wejść w skład Kaganatu Kugarskiego. Aryk Goki, który 12 lipca przekazał mi informację, że obecnie się urlopuje, zapewnił, że pozostaje w kontakcie z Kanclerzem, a ten pracuje nad treściami na tę stronę. Nie wiadomo jednak, jakiego spustoszenia ten kryzys dokonał wśród kadr całego państwa, ale w ramach Ligi Samoobrony Północy, liczącej sześciu członków, nie udało nam się dotychczas nawiązać kontaktu z dwoma z nich: Xartsagą oraz Xi Shangkunem, dlatego jeśli tylko zapoznaliby się z tym komunikatem, prosi się ich o nawiązanie łączności.

Kugaria zablokowana

Na prośbę bogów Nieba przekazujemy informację, że od wczesnych godzin rannych 1 lipca br. strona Chanatu Kugarskiego jest zablokowana przez administrację cba.pl. Bogowie Nieba uzgadniają z administracją warunki przywrócenia serwisu do używalności. Jak udało się nam dowiedzieć od Quo serwis został zablokowany z powodu… rozprzestrzeniania spamu.

Serwis Chanatu Kugarskiego w przeszłości był już kilka razy blokowany przez cba.pl z różnych względów. Najnowszy przypadek blokady powinien skłonić społeczność Chanatu do wykupu własnego serwera, poza zasięgiem cba.pl, które czasami utrudnia normalne funkcjonowanie naszego państwa.

Jak wilk z tygrysem niedźwiedzia zjedli

Jest to przypowieść opowiedziana przez starego Kofu na forum kugarskim.


Mędrzec, zmęczywszy się trudem pieszej wędrówki w centrum Kugarii, przysiadł na kamieniu, tuż przy ścieżce dla pasterzy. Szedł tamtędy także chłopiec goniący kilka kóz do jurty swojego wujka, który miał je zabić, aby rodzina miała co jeść pod koniec tej długiej zimy. Zaciekawił się staruszkiem, i podbiegł do niego.
– Co tutaj robisz? Potrzebujesz jakiejś pomocy? – dopytywał mnie. Odrzekłem:
– Tylko odpoczywam, zaraz idę w dalszą drogę.
Nie usatysfakcjonowała go ta odpowiedź, bo zaczął dalej ujadać jak mały piesek.
– Co tutaj robisz? Nie odpowiedziałeś mi.
Zdenerwowałem się lekko, że ten młodzieniec nie jest za dobrze wychowany. Ale w sumie… przypominał mi o tym, jaka jest współczesna kugarska młodzież. Mimo, że mnie zaczynał lekko irytować, powiedziałem:
– Przyszedłem tu mówić coś, czego nikt słuchać nie chce.
Zdziwiła go ta odpowiedź. Chyba nic nie rozumiał. Mimo, że mnie irytował, postanowiłem udzielić mu większej lekcji, aby nie tylko te kozy zajmowały go w podróży.
– Podejdź tu, opowiem Ci bajkę o tym, jak wilk z tygrysem niedźwiedzia zjedli. Chcesz? – zapytałem. Chłopczyk się rozpromienił i uśmiechnął. Widocznie lubił bajki. Stanął przede mną i czekał na opowieść. Zacząłem więc:
– Na Wielkim Stepie żyły sobie różne zwierzęta. Ich królestwo było usystematyzowane. Każde zwierzę wiedziało, jakie jest jego miejsce w hierarchii. Gołąb latał pod niebem, a siadał na ziemi lub drzewach tylko wtedy, gdy nie było tam innego, większego zwierzęcia, które mogło go zjeść. Tak było pośród wszystkich zwierząt – każdy wiedział, gdzie jest jego miejsce, a większemu i silniejszemu nie narażał się. Największym zwierzęciem na stepie był niedźwiedź. On nie musiał nikomu ustępować i brał, co chciał. Z racji swoich rozmiarów oraz siły, nie polował jednak na inne zwierzęta, chyba, że na takie, które były wolniejsze od niego samego lub dawały się zaskoczyć. Zimy zaś przesypiał, ale lepiej było nie budzić go wtedy, bo mógłby nachodzącego go nierostropka rozszarpać na strzępy. Panowanie niedźwiedzia nie podobało się dwóm innym silnym zwierzętom: wilkowi i tygrysowi. Oba były zwinne, szybkie i silne. Miały swoje atuty i wady. Miały swoje taktyki walki i dominowania innych zwierząt w okolicy. Nie mogły sobie jednak poradzić z panowaniem niedźwiedzia, któremu trzeba było ustępować tylko dlatego, że istniał. Kontakt z nim oczywiście groził śmiercią, ale niedźwiedź sam nie był zdolny do ataku na wilka czy tygrysa. Oba te zwierzęcia były od niego szybsze. Pewnego razu sfrustrowany wilk natknął się przypadkiem na tygrysa. Już mieli zacząć ze sobą walczyć, ale dostrzegli, że skończyłoby się to dla obu z nich tragicznie, a przez to później dopadłby ich znienawidzony przez nich obu niedźwiedź. Zaczęli więc psioczyć na niedźwiedzia, że nikt go nie pokona, ale sam nie pokazuje za bardzo swojej władzy, mimo, że ją ma. Gdy więc tak sobie narzekali na swą niedolę, tygrysowi wpadł do głowy pomysł. Pomysł szalony, ale warty realizacji. Powiedział on wówczas do wilka, że każdy z nich jest słabszy od niedźwiedzia, na co wilk mu przytaknął. Dodał zaraz, że w pojedynkę są od niego słabsi, zaś razem – silniejsi, i mogliby spróbować go pokonać. Wilk dostrzegł w tym geniusz tygrysa. Postanowili więc wspólnie wydać niedźwiedziowi pojedynek. Udali się do niego i prowokowali go przez pół dnia, nim ten się faktycznie zdenerwował i wyszedł naprzeciw ich, grożąc, by odeszli, bo inaczej zabije ich obu. Tygrys z wilkiem nie ustępowali jednak, atakując niedźwiedzia z dwóch stron. Rozwścieczony kolos wpadł w szał i odpierał ich ataki, ale słabo radził sobie z walką na dwa fronty. Gdy atakował go tygrys, ten odsuwał od siebie wilka, a gdy robił to z tygrysem, wtedy kąsał go wilk. Walka taka męczyć zaczęła niedźwiedzia, który zdał sobie sprawę z swojego fatalnego położenia, ale nie miał już możliwości, ani zdolności, by z pojedynku się wycofać. Zmęczony i poraniony upadł w końcu, a jego przeciwnicy doskoczyli do niego, zabijając bezlitośnie swojego władcę. W miejscu, w którym zarżnęli niedźwiedzia powstała granica oddzielająca ich dwa królestwa. W jednym rządził wilk, a w drugim tygrys.
Skończywszy opowieść widziałem, że chłopiec był podekscytowany. Zapytał mnie zaraz:
– Jak odbierać Twoją historię starcze?
Rzekłem na to:
– Gdy jesteś wielki, a nie umiesz tego okazać, musisz uważać, by ktoś Ci tej wielkości nie odebrał.
Chłopiec zadumał się. Jego kozy były już 100 metrów dalej, dlatego skinąłem mu na nie, że mu uciekają, i dodałem:
– Na nas obu już pora.
Ten podziękował za opowieść i pognał za swoimi kozami, a ja wstając powoli z kamienia, ruszyłem w dalszą drogę.

Pokonanie wojsk Kubiszeka

Po odwrocie spod Nanfang, uzupełnieniu sił przez tumen z Egshibaigun i tumen piechoty z Tuyuhun, wyleczeniu rannych, udało się na powrót zgromadzić siły liczące ok. 30 tysięcy żołnierzy koalicji Paktu Syeryeskiego, które przystąpiły do ostatecznego natarcia na stolicę Gaoyuan. Atutem sił koalicyjnych była tuyuhuńska artyleria, którą tworzył jeden mingan żołnierzy wyposażonych w katapulty i trebusze, posiadające o wiele większy zasięg ognia niż zasięg oddziałów łuczniczych – pozwalałoby to zarówno na bezpieczne ostrzeliwywanie miasta, jak również wrogich wojsk. Kubiszek jednak nie dawał za wygraną. Pozostała część artykułu w Pogoni >>>

Wstrzymane natarcie pod Nanfang

Siły Güjük Chana, mimo lekkiego osłabienia bojem pod Tienshi, kierowały się dalej na wschód, w kierunku miasta Nanfang, które stanowiło stolicę kraju Gaoyuan. W jego kierunku udały się także wycofujące się spod Tienshi siły Kubiszeka, który nie zbierał się jednak do kapitulacji. Zwiad chański donosił o dalszej koncentracji wojsk pod Nanfangiem. Zbierało się tam wojsko w liczbie dalszych 10 tysięcy żołnierzy lekkiej jazdy oraz 10 tysięcy piechoty. W Nanfang również stacjonowały wojska o bliżej niezidentyfikowanym składzie i liczbie, gdyż nie udało się jeszcze żadnemu szpiegowi Chana wkraść do tego miasta. Pozostała część artykułu w Pogoni >>>

Altani stała się bogiem

Altani (涼亭) z rodu Orumi przyszła na świat 14 lutego 2016 roku w Hedei w Lusan. Została zgładzona przez Amala Toghona 4 marca 2018 roku w Ałakan-Pedi, po tym, jak Yong Pyok z dynastii Temunranów wydał na nią skazujący wyrok za zdradę państwa. Tak brzmi wersja oficjalna. Z faktami z jej życia nie można polemizować, ale jest też cała masa rozlicznych faktów celowo przemilczanych przez panujących w Kugarii. Warto te fakty przypomnieć. Czytaj dalej w Pogoni >>>

Ciężka bitwa pod Tienshi

Kilkudniowy pobyt w Egshibaigun pozwolił zebrać niezbędne informacje do dalszej wyprawy. Zwiadowcy Ordy Rezerwowej ruszyli na terytoria wschodnie i południowo-wschodnie. Chan nie chciał zwlekać. Chciał jak najszybciej zabezpieczyć pogranicze południowe i przygotować się do ewentualnego marszu na południe, by jego panowanie na tych obszarach rozprzestrzeniało się. Czytaj dalej w Pogoni >>

Wyprawa do ujścia Alaju

Güjük Chan po zmobilizowaniu Ordy Rezerwowej i Tumenu Gwardii Chańskiej wyruszył z Lusan do Xiasong w Anshan, gdzie zaopatrzywszy się w żywność i zapasowe konie, ruszył w dół rzeki Alaj do nadgranicznego miasta Yole Bator, z którego miał poprowadzić wyprawę wojenną na kraj Mekarigutyrijczyków znajdujący się u ujścia tej rzeki do jednego z południowych mórz nordackich. Wyprawa miała więc znamiona posunięcia o strategicznym znaczeniu dla kraju, bowiem w ten sposób miano pozyskać zapasowy dostęp do wszechoceanu.

20 tysięcy kugarskich żołnierzy przekroczyło granicę w godzinach rannych dnia 8 marca 2018 roku, po czym spokojnym marszem kierowały się one wzdłuż rzeki, nad którą widać już było pierwsze zwiastuny wiosny – dodatnie temperatury i oślepiające słońce topiły śniegi w tym regionie, odsłaniając step. Podążając na południe nokudzi Güjüka napotykali nawet pierwszych pasterzy, którzy wypędzali nieliczne stada na step, zawczasu zmierzając na pastwiska w dolinie Alaju. Gdy żołnierze wstrzymywali ich pochód, aby armia Chana mogła przejść swobodnie jako pierwsza – wtedy wiwatowali widząc kugarskiego monarchę, pozdrawiając go z oddali. Żołnierze dopytywali ich w międzyczasie, czy czeka ich tutaj walka, na co wieśniacy odpowiadali, że namiestnik ma co prawda siły zbrojne, jednak nie jest wrogo nastawiony wobec Chanatu, stąd walk nie należy się spodziewać. Taką też wiadomość przekazano chanowi. Uspokoił on jednak swych żołnierzy, by byli gotowi na wszystko, nie napawając się przedwcześnie entuzjazmem. Upomniał ich, że cnoty Kugarów wyrabiają się w walce, dlatego należy ciągle wojować, aby je w sobie pielęgnować. Nie mówiąc już o pozostawaniu w ciągłej gotowości do obrony ojczyzny.

Kolumny wojsk chańskich po półdniowym marszu podeszły pod duże portowe i ufortyfikowane miasto Laitong, położone na lewym brzegu Alaju, u jego ujścia do morza. Zdziwiono się jednak mocno, gdyż Chan po swej prawej ręce widział tereny nadmorskie Królestwa Tuyuhun, ale z lewej ręki nie spodziewał się zobaczyć lądu. Uważał, że Alaj w tym miejscu uchodzi do pełnego morza, a tym czasem zdawał się wpadać do zatoki. Chan nazwał więc kraj, do którego przybył, Egshibaigun, co się tłumaczy jako Nie ma ujścia do pełnego morza.

Gdy wojska rozpościerały się jak do oblężenia, wówczas z Laitongu przybyła misja namiestnika Kadu, która po uzyskaniu dostępu do Chana Güjüka, zaprosiła go do miasta. Naturalnie – chan z tego zaproszenia skorzystał. Wprowadził więc do stolicy kraju Egshibaigun kilka minganów swej doborowej gwardii, zaś resztę wojsk, a w szczególności Ordę Rezerwową pozostawił przy murach, w gotowości do wejścia do miasta, jak również do odparcia na nie ewentualnego ataku. Tego nie spodziewano się jednak, choć odkrycia nowych ziem nie pozostawiały złudzeń – trzeba być gotowym na wszystko.

W mieście Güjük został serdecznie przyjęty przez Kadu, który oddał Chanowi Kugarskiemu panowanie nad krajem, a Chan ogłosił się Panem Egshibaigun. Po uroczystym objęciu władzy w kraju Chan oddał się rozmowie z Kadu, a zgromadzeni dostojnicy i żołnierze poczęli świętować kolejny tryumf Chanatu Kugarskiego. Kadu opowiadał zaś Chanowi, że podania znane w Ałakan-Pedi o morzu na południu są nieprawdziwe, bo morze jest znacznie dalej. Handlarze nazywają je Dalain Enkitain, czyli Morzem Spokoju. Wiatry są tam łagodne, co umożliwia ożywiony handel. Chana znacznie bardziej ciekawiły jednak tereny lądowe położone nad tym morzem, a nie ono samo. Kadu opowiadał więc dalej: wschodnie wybrzeże zatoki Alaju jest kamieniste i górzyste. Nie ma tam żadnej drogi utwardzanej, a jedynie małe ścieżki, z których korzystają tylko piesi wędrowcy i z rzadka pasterze czy myśliwi. Aby jechać na południe trzeba wybrać się najpierw na wschód i ominąć góry nadmorskie. Za nimi rozpościerają się płaskowyże i niskie góry, przez które można swobodnie poruszać całe armie. Tam kończą się także rdzenne ziemie Mekarigutyrijczyków, a zaczyna ziemia, którą miejscowi nazywają Kharankhuigazarban, tj. Ziemie Mroku i Mgieł.

Autor: Güjük

Kobieta z manią wielkości

Piękny weekend majowy przyniósł nieoczekiwany wzrost napięcia pomiędzy Brodrią Południową a Chanatem Kugarskim, po tym, jak Piotr Konstanty Pawłowicz wystosował w imieniu Carycy Aleksandry ultimatum pod adresem władz Kugarii i jej mieszkańców. Czytamy w nim, że Kugarowie mają poddać się woli i pod opiekę Aleksandry, co ma odbyć się poprzez złożenie hołdu lennego przez chana i wyniesienie carycy na kugarski tron. [Cały artykuł jest dostępny w Pogoni…]

Spokojnie, to tylko awaria

W związku z przedłużającą się do kilkudziesięciu godzin niedostępnością strony Chanatu Kugarskiego nasza redakcja otrzymała wiadomość od bogów Nieba z następującym, uspokajającym komunikatem:


Bogowie Nieba zawiadamiają, że jedna spośród trzech stron Chanatu Kugarskiego znajdująca się pod adresem kugaria.cba.pl została zablokowana przez hostingodawcę. Problemy podobnej natury zdarzały się z winy cba.pl w przeszłości, a po ich ustąpieniu strona Chanatu zawsze wracała do użytku. Tak będzie i tym razem. Ponadto zdając sobie sprawę, że korzystanie z darmowego hostingu może nastręczać podobnych problemów, z czym Kugaria ma przykre doświadczenia, bogowie Nieba postanowili przenieść Kugarię na własny serwer i nową domenę w ciągu najbliższych trzech miesięcy.


Bogowie Nieba podali również ostatni stan licznika postów na forum Chanatu Kugarskiego, jeżeli strony nie udałoby się przywrócić do końca miesiąca, po którym, jak wiemy, wychodzi kolejny ranking, w którym Chanat Kugarski chce się pojawić. Stan ten wyniósł 1 146 postów.